Diabeł Urubu – Marlon James

Marlon James. Zdobywca Bookera za swoją znakomita na wielu poziomach „Krótka historię siedmiu zabójstw”. Tym razem czytelnik dostaje do ręki jego debiutancką powieść. I powiem tak – choć nie jest to książka równie „totalna” jak „Historia…”, to widać w niej równa śmiałość wizji. Zabawy językiem. I ponadczasowość.

Dla mnie „Diabeł Urubu” wygląda tak, jakby ktoś poprosił autora „joł, man, weź spróbuj coś napisać”. A James siada, bierze długopis (wiem, wizja nierealna), lekko rozgrzewa nadgarstek i zasuwa. A my czytamy i kręcimy głową – „stary, to jest świetne! Może zacznij tym zarabiać na życie?”.

Gdzieś pod zapowiedziami wydawniczymi „Diabła…” ktoś zapytał o czym jest ta książka. I co można z niej wynieść. I damn… zatyka mnie, bo „Diabła…” można odczytywać na tak wielu płaszczyznach. Najbardziej oczywista, także ze względów wizualnych, to wojna dobra ze złem. Anioła z Szatanem, czyli człowieka zwanego Apostołem Yorkiem z grzesznym pastorem Blighem – przy czym zdecydowanie nie mamy pewności, przynajmniej na początku, który stoi po której stronie. Bardzo komiksowy to obraz. Albo filmowy – mówię tu o warstwie malarskiej. Jeden antagonista ubiera się na biało. Drugi – w czerń z czerwienią. Za jednym podążają sępy, za drugim – gołębie. Sypie się pierze, na ciałach, ścianach i skrawkach papieru zapisywane są tajemnicze maksymy a wrogowie mierzą się spojrzeniem, słowem i gestem w iście westernowym pojedynku na środku drogi, prawie przypłacając to zgonem. Kto jest dobry, kto jest zły, kto wodzi na pokuszenie, kto narusza zasady. Jaką maskę może przybierać Szatan dla zwiedzenia maluczkich? I niezwykle są tu interesujące wątki winy i odkupienia a także ostatecznego zbawienia – czy też tego, w czym ludzie ostatecznego zbawienia upatrują. Bo puenta może być taka w sumie, że rozczarowani dawnym bożkami ludzie, którzy duchowego (i każdego innego przywództwa) potrzebują, zawsze sobie idola znajdą. Zawsze też jest miejsce na cud.

Ale mistyka to tylko jeden poziom. Bo kolejne to małomiasteczkowa mentalność, taka sama w każdej mieścinie, niezależnie od krańca świata, w którym się znajduje, z animozjami mieszkańców, zazdrością i zawiścią. W „Diable…” dochodzi do tego jeszcze rys postkolonialny, czyli pamięć o rządach białego człowieka i massa. Rasizm i poczucie niższości tych, co mają jeden kolor skóry wobec tych, co ten kolor mają inny. I nie trzeba się upierać, żeby w książce odnaleźć wątki feministyczne, z kobiecością chroniącą albo demoniczną, siłą sprawczą i ostatecznym ratunkiem. A poziom jeszcze inny to na przykład temat ostatnio aktualny, czyli pedofilia i wykorzystywanie seksualne dzieci.

„Diabeł Urubu” nawiązuje do realizmu magicznego czy horroru, z przeplatającymi się – czy też nierozerwalnie splecionymi sferami sacrum i profanum, gdzie rzeczy zwykłe mieszają się z cudami i czarami. Powieściowe miasteczko, Gibbeath, pełne jest symboli i omenów a atmosfera co najmniej duszna.  Nie brak tutaj także brutalnych scen i równie brutalnego języka, a zwięzłość formy powoduje, że przekaz jest jeszcze silniejszy.

Zdecydowanie warto.

 

Tytuł: Diabeł Urubu

Autor: Marlon James

Wydawnictwo Literackie

Reklamy

Autor

niesamapraca

Dziennikarka, redaktorka, krytyczka literacka. Feministka. A poza tym działaczka społeczna, maratonka, aikidoczka, żeglarka. I to pewnie jeszcze nie koniec :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s